Sukces literacki

Miło mi poinformować wszystkich zainteresowanych sukcesami naszego Gimnazjum, że w roku szkolnym 2017/2018 uczennica naszej szkoły Magdalena Śpiewak została wyróżniona w XXXIV Międzynarodowym Konkursie Twórczości Literackiej Dzieci i Młodzieży im. Wandy Chotomskiej w Słupsku. Magdalena napisała opowiadanie pt. Bezdomny, które drukujemy poniżej, i to właśnie ono zwróciło uwagę jury konkursowego. Serdeczne gratulacje dla Magdy oraz  życzenia  dalszych sukcesów na polu literackim, a wszystkich „piszących” zachęcam do prezentacji swoich dokonań.

Dorota Ch.

 

Bezdomny

Jestem psem. Zaniedbanym, porzuconym, bezbronnym psem, który nigdy nikomu nie zrobił krzywdy. A może wręcz przeciwnie? Sam już nie wiem…

Budzę się nad ranem, tuż obok śmierdzącego kontenera na śmieci, w jednej z londyńskich uliczek. Niewiele pamiętam ze wczorajszego dnia, i przedwczorajszego, i przed przedwczorajszego… mam wrażenie, że wszystko jest ze sobą zlane, minuta z minutą, godzina z godziną i tak dalej. Jestem zmarznięty, bo w nocy padał deszcz, a ja ukryłem się pod cienkim kocem, który znalazłem gdzieś na chodniku. Musiała go zgubić jedna z matek z dzieckiem podczas spaceru, bo kocyk był obśliniony w paru miejscach, gdy go znalazłem. Jestem bardzo głodny, bo od kilku dni nic nie jadłem, a piłem tylko wodę z kałuży. Do tego cały czas zmierzam przed siebie z nadzieją, że w końcu ktoś mi pomoże. Wcześniej miałem dużo lepsze życie.

Mieszkałem z bogatym biznesmenem, który mimo wszystko zawsze miał dla mnie czas. Wychodziliśmy na spacery do parku, rzucał mi dysk, a w domu zawsze dostawałem pyszne jedzenie. Jego rodzina mnie uwielbiała. Pewnego dnia to się wszystko skończyło. Wrócił z jakiegoś spotkania bardzo zdenerwowany. Nie patrzył na mnie, chociaż krzyknąłem do niego. Dorwał się do walizek i zaczął się pakować. Chciałem go powstrzymać, poprosić, żeby coś wytłumaczył, ale na nic się zdało wywalanie jego rzeczy i szarpanie się z nim o jakąś bluzkę. Wygonił mnie na dwór. Usiadłem obok jego samochodu i czekałem. Minuty mijały, a jego nie było. Położyłem się na ziemi i w końcu zasnąłem. Nie wiem, jak to się stało, ale obudził mnie ogromny ból. Wrzasnąłem głośno i spojrzałem za siebie. Mój ogon oraz samochód zniknęły.

Wstaję, przeciągam się i wychodzę z alei. Ludzie omijają mnie szerokim łukiem, bo jestem cały w błocie. Bo nie pasuję. Jestem wyrzutkiem, wiem o tym. A wszystkie wyrzutki zawsze trafiają na sam koniec hierarchii społecznej. Nic złego nie zrobiłem, więc czemu spotkał mnie tak okrutny los? Idę dalej. Zapach świeżych bułeczek sprawia, że kiszki mi marsza grają. Podchodzę do sprzedawcy, który stoi pod parasolem, usiadam koło jego nogi. Może da mi coś zjeść? Zerka na mnie i patrzy się z obrzydzeniem na moją sierść. No tak… jest szara, brudna, do tego brak mi ogona. Nic dziwnego, że tak na mnie zareagował. Krzyczy, że mam odejść. Zrezygnowany wstaję i idę dalej. Burczy mi coraz bardziej w brzuchu. Miasto powoli zaczyna budzić się do życia, a na ulicy pojawia się coraz więcej samochodów. Dzieciaki biegną do szkół, dorośli do pracy. Mijam wystrojoną kobietę w podeszłym wieku, która idzie wraz ze swoim psem, suką. Patrzę pudlowi w oczy. Zerka na mnie ze zdziwieniem
i niedowierzaniem. Bardziej się prostuje, posyła szyderczy uśmiech i idzie ze swoją panią dalej. Robię dokładnie to samo, tyle że bez mojego pana. Dochodzę do przejścia. Nie rozróżniam kolorów, więc przechodzę przez pasy, nie patrząc na sygnalizację. Bo po co? Nagle słyszę pisk opon. Samochód hamuje w ostatniej chwili. Przestraszony biegnę dalej przez przejście. Schodzę na chodnik i czuję ulgę. Nic mi nie jest. Do moich uszu dochodzi dźwięk rozmowy telefonicznej, która odbywa się gdzieś za mną. Zrozumiem z niej tylko tyle, że ma gdzieś przyjechać hycel. Zastanawiam się po co. Jedynie, co wiem o hyclach to to, że pomagają, ale po co i komu? Nie mam pojęcia. Chcę iść dalej, ale jakiś mężczyzna zagradza mi drogę. Mówię, żeby mnie puścił, ale on nie rozumie. Dla niego to zwykłe szczekanie. Stoi tam dalej. Próbuję go ominąć, lecz z marnym skutkiem. Nagle czuję ostre szarpnięcie przy szyi. Odwracam się. Kilka metrów dalej stoi jakaś kobieta, która zarzuciła na mnie coś w rodzaju lassa, tyle że z plastiku… chyba. Za nią stoi samochód, w którym jest klatka. Próbuję się wyrwać, krzyczę, a wzrokiem wołam o pomoc. Zamiast niej pojawia się tłum gapiów, którzy mi się przyglądają. W ułamku sekundy kogoś zauważam. Wysoki, ma tygodniowy zarost i przybite spojrzenie. Rozpoznaję go od razu. Nawet w tych okropnych ubraniach. Wołam go po imieniu, on mi pomoże, zawsze mnie rozumie. Ale on nie reaguje. Dlaczego stoi w miejscu?! Przecież to ja! Jego piesek! Kobieta chwyta mnie i wsadza do klatki. Zamyka drzwi od bagażnika. Mój pan, tak jak i tłum, znikają mi z oczu. Widzę tylko ciemność. Boję się. Samochód wydaje jakiś dziwny dźwięk. Czuję jakiś ruch. Kobieta gdzieś mnie chce zawieźć. Nie pozwolę na to. Zaczynam wrzeszczeć i gryźć metalowe pręty klatki. Nic się nie dzieje. Nie odpuszczam dopóki mogę krzyczeć. Gdy ból gardła staje się nie do zniesienia, kładę się. Poddaję. Ona wygrała. Ja przegrałem.

Po jakimś czasie samochód staje. Słyszę kroki więc gwałtownie podnoszę głowę. Czy to pan po mnie przyszedł i zabierze mnie do siebie? Słyszę dźwięk otwieranych drzwi, a ciemność zostaje rozerwana przez światło. Mrużę oczy, jest za jasno. Czuję dziwny materiał na mojej skórze, a potem ukłucie. Próbuję się wyrwać, ale prawie od razu ogarnia mnie senność. Głowa jest nagle za ciężka, więc znów się kładę. Mamo, czemu świat jest taki niesprawiedliwy? Boję się… proszę, pomóż mi! Ostatnie, co do mnie dociera, to słowa tej kobiety.  „Tak szefie… pies uśpiony”. Nie wiem, co to znaczy, ale po tym nie czuję już nic…

Magdalena Śpiewak, klasa 2

Gimnazjum w Górze Puławskiej

n-l prowadzący Dorota Chodoła