„Nikt nie żyje dzięki sobie i tylko dla siebie”-

ks. J. Twardowski

Patron

Informacje o podjętych działaniach w kierunku nadania naszemu gimnazjum
imienia ks. Jana Twardowskiego.

  1. Uchwała nr 2/2013 Rady Pedagogicznej w Górze Puławskiej z dnia 14 marca 2013 r.
    Załącznik nr 1 – Procedura nadania imienia szkole.
  2. Wyciąg z protokołu zebrania Prezydium Rady Rodziców przy Publicznym Gimnazjum w Górze Puławskiej w dniu 11 kwietnia 2013 r.
  3. Wyciąg z protokołu zebrania SU Publicznego Gimnazjum w Górze Puławskiej w dniu 13 maja 2013 r.
  4. Uchwała nr 7/2013 Rady Pedagogicznej Publicznego Gimnazjum w Górze Puławskiej z dnia 25 czerwca 2013 r.
  5. Zgoda Biskupa Radomskiego Henryka Tomasika na patronat ks. Jana Twardowskiego.
  6. Wniosek do Rady Gminy Puławy o nadanie imienia Publicznemu Gimnazjum w Górze Puławskiej z dnia 14 stycznia 2014 r.
    Uzasadnienie wniosku.
    Procedura nadania Publicznemu Gimnazjum w Górze Puławskiej imienia ks. Jana Twardowskiego.
  7. Informacja o podjętych działaniach przesłana do Lubelskiego Kuratora Oświaty.

Wyimki z „Autobiografii” ks. Jana Twardowskiego, czyli najkrótsza autobiografia naszego patrona… przeczytajcie…

W roku 2001, w ramach obchodów I Dni Kultury Chrześcijańskiej mieliśmy zaszczyt i przyjemność gościć ks. Jana Twardowskiego w Górze Puławskiej. Miało to być krótkie (ze względu na stan zdrowia) spotkanie z młodzieżą naszej szkoły, ale okazało się, że sala gimnastyczna nie była w stanie pomieścić tak licznie przybyłych sympatyków poezji “księdza od biedronek” i trzeba było podzielić gości na dwie tury… Poniżej przedstawiamy fragmenty tego wydarzenia.

 

Wizyta ks. Jana Twardowskiego zaowocowała bliższą z nim znajomością, którą ze szczególnym pietyzmem pielęgnowała p. Dorota Chodoła. Pamiątką tej zażyłości jest korespondencja z ks. Janem, której fragmenty można zobaczyć tutaj

list01a

W maju 2011 roku, na okoliczność 10 edycji konkursu recytatorskiego “Poezja ks. Jana Twardowskiego” zorganizowane zostało spotkanie z s. Bożeną Tomczak, która świetnie przybliżyła nam postać ks. Jana. Fragmenty tego spotkania wydane zostały w formie broszury.

wspomnienie_o

13 października 2013 r. odbyło się otwarcie wystawy pt. “Śladami ks. Jana Twardowskiego”. Wydarzenie to, poprzedzone było wyjazdem plenerowym członków koła fotograficzno-filmowego. Efekty naszej pracy prezentujemy poniżej.

wystawa

Wyimki z „Autobiografii” ks. Jana Twardowskiego, czyli najkrótsza autobiografia naszego patrona…

Dzieciństwo i młodość

„Byłem dzieckiem bardzo szczęśliwym. Miałem dużą, kochającą się rodzinę.”

„Miałem wspaniałych rodziców. Moja matka(…) jest najbardziej wzruszającym wspomnieniem mojego życia. Przechowuję jej portret i zdjęcia.”

„Ojciec lubił pracę i bardzo chciał, żebym został inżynierem, ale ja miałem zamiłowanie do humanistyki. Pod wpływem ojca poszedłem do matematyczno-przyrodniczego Gimnazjum im. Tadeusza Czackiego. Po maturze jednak zawiodłem jego nadzieje – wybrałem studia filologiczne.”

„W roku mojego urodzenia, na jesieni, kiedy miałem sześć miesięcy, mój ojciec z powodu rozporządzenia rosyjskich władz kolejowych musiał wyjechać przymusowo do Rosji.”

„Dorastałem więc w domu babki do powrotu ojca z Rosji w 1918r. Wkrótce po jego powrocie zamieszkaliśmy przy ulicy Elektoralnej 49.(…) W domu tym spędziłem najszczęśliwsze lata – dzieciństwo i młodość, i zawsze wracam myślą do mojego domu rodzinnego ze wzruszeniem.”

„Nasz dom był domem, w którym (…) przede wszystkim kultywowało się język polski i historię ojczystego kraju.”

„Byłem grzeczny. Ponieważ miałem trzy siostry, wychowano mnie w atmosferze cieplarnianej. Nie należałem ani do bojowych, ani do agresywnych chłopców. Nieraz oczywiście psociłem, ale potem żałowałem. Niestety nie powstrzymywało mnie to od dalszych psikusów…”

„Wiarę wyniosłem z domu, ale kiedy modliłem się jako dziecko, nie zastanawiałem się nad tym, co to znaczy „wierzyć” albo „nie wierzyć”. Matka mówiła mi, że jest Ktoś tajemniczy i niewidzialny, a ja ufnie za nią podążałem.”

„W naszym domu zawsze było wiele książek własnych lub wypożyczonych z pobliskiej biblioteki.”

„Idolem mojej młodości, legendarną postacią, którą otaczałem miłością, był Kornel Makuszyński. „

„Nie znoszę romansów. Zawsze czytałem pamiętniki. Moją ukochaną książką były Wspomnienia niebieskiego mundurka Wiktora Gomulickiego.”

„Za wesoły to ja nie byłem, ale humor mnie bawił.”

„Muszę powiedzieć, że zawsze czytałem bardzo dużo, nie tylko literaturę piękną, także pamiętniki i dzienniki. Lubiłem Tołstoja, Dostojewskiego, Mauriaca  i Bernanosa(…) Lubiłem poezję Jana Lechonia(…)W latach młodzieńczych lubiłem Juliana Tuwima. Wydawał mi się łatwy w odbiorze. Później odkryłem wiersze Józefa Czechowicza(…)” .

„Ze wzruszeniem wspominam stare Gimnazjum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie(…).Była to szkoła państwowa, męska, o profilu matematyczno – przyrodniczym. Znalazłem się tam dlatego, że nie stać nas było na szkołę prywatną, a także pod wpływem ojca, który bardzo chciał, abym został inżynierem. Naukę rozpocząłem 1 września 1925roku. To była szkoła ludzka szkoła – nie tylko kształciła umysły, ale i wychowywała człowieka.

Ze szkoły jestem bardzo zadowolony, lecz niewiele pamiętam z tamtego okresu. Ogólnie szło mi nieźle. Miałem trochę problemów, lecz człowiek w tym wieku jest nieco głupkowaty i ze wszystkim ma problemy.”

„W dzieciństwie marzyłem o podróżowaniu, poznawaniu świata. Ponieważ pojechać nigdzie nie mogłem, zbierałem znaczki pocztowe i w ten sposób poznawałem różne kraje.”

„Miłości do przyrody nauczyłem się w domu rodzinnym.

Pamiętam stary zielnik rodzinny. Strzegło go kilka pokoleń – prababka, babcia i moja matka. Suszyły i wklejały do niego rośliny. Był przechowywany starannie w szufladzie starej komody z wiśniowego drzewa. Był to mój pierwszy nauczyciel przyrody i łaciny.”

Wakacje

„Na wakacje przez kilka lat jeździliśmy do Milanówka. To nie było takie byle co. Wakacje spędzone w gronie rodziny. (…)

Już jako chłopiec odkryłem w sobie naturę przyrodnika. Pamiętam niezwykle ciekawe lekcje biologii w gimnazjum (…) i pamiętam wycieczki za miasto. Ale nic nie mogło się równać z wakacjami, które spędzałem u wuja.”

Druchowo  „Było to dla mnie wymarzone miejsce na wakacje. Muszę powiedzieć, że miałem bzika na punkcie tego domu, w którym ocalał klimat minionego wieku, z zakamarkami, spiżarniami, zwyczajami. Wyjazd do niego latem był prawdziwą wyprawą(…) Mieszkaliśmy w małym dworku z gankiem. Wokół dworu było małe gospodarstwo, ze stawem i łąkami. Po podwórku chodziły gęsi, kury…Na całe dnie przepadałem: chodziłem po polach i po drzewach. Nigdy mnie nie mogli przywołać do domu na obiad(…) Wiele też uczyłem się, chociaż była to nauka inna od tej zdobywanej w szkole. Dziwiłem się, skąd ludzie na wsi tyle wiedzą: z zachowania zwierząt odgadywali nadciągające kataklizmy, z koloru zachodzącego słońca – pogodę. Nie mówiąc już o tym, że bez omyłki rozróżniali głosy ptaków i nazywali rośliny.  Potrafili przewidzieć, czy będzie wczesna zima, a nawet jaka: mroźna i śnieżna czy łagodna. I wszystko to wiedzieli na pewno, nie było w nich tych  wątpliwości, jakie mają mieszkańcy miast.”

„Od najmłodszych lat coś pisałem, nigdy jednak nie wierzyłem, że to może mieć wartość. Wiersze zacząłem pisać w szkole średniej. Wtedy koledzy uśmiechali się i wytykali palcami: „O, pisze wiersze!” Wstydziłem się. Można się wstydzić, bo wiersze są pewnym obnażaniem się, słabością.(…) Ale nie miałem ambicji, aby być poetą. Chciałem raczej zostać krytykiem literackim, interesowały mnie recenzje”

„Mój pierwszy tomik wierszy ukazał Powrót Andersena się w 1937 roku w nakładzie czterdziestu egzemplarzy.”

„Miałem wielu kolegów. Lubiliśmy się, a ja uchodziłem za koleżeńskiego.”

„Przyjaźń to jest coś niezwykle ważnego, co nie wszyscy w życiu znajdują. Zawsze jest wzajemna – nie tak jak miłość. Można beznadziejnie kochać przez całe życie, ale nie można beznadziejnie się przyjaźnić.”

„Bardzo kochałem przedwojenną Warszawę. Była małym miastem, ładniejszym niż teraz, a warszawiacy byli innymi ludźmi(…) Byli gościnni (…)Często włóczyłem się po mieście sam całymi godzinami. Lubiłem Łazienki, wielokrotnie chodziłem po cmentarzu na Powązkach. Lubiłem „nawiązywać łączność” ze znanymi zmarłymi: literatami, muzykami, postaciami historycznymi. Odziedziczyłem to po ojcu.”

„Maturę zdawałem z francuskiego, matematyki, fizyki, chemii. To było duże przeżycie. Przez długi czas budziłem się z lękiem, że nie zdam. Potem długo śniło mi się, że nie zdałem – a dawno już zdałem.”

„Po ukończeniu gimnazjum Czackiego postanowiłem zdawać na polonistykę. W 1935 roku dostałem się na filologię polską i 1 września rozpocząłem naukę na Uniwersytecie im. J. Piłsudskiego w Warszawie.”

„Gramatyka mnie nudziła, wolałem literaturę. Polonistyka jako studia, była nudna. Poza literaturą. Ogólny wynik miałem dobry.”

„Zupełnie nie wiedziałem, co będę robić w przyszłości, byłem zagubiony, pisałem wiersze. Tymczasem zaczęła się okupacja.

Pracę magisterską ukończyłem już jako kleryk, bo w roku 1945 wstąpiłem do Seminarium Duchownego w Warszawie. Obroniłem ją w roku1948.”

Wojna

„Lato 1939 roku było wyjątkowo piękne, bardzo słoneczne. Tradycyjnie spędzałem je u wuja w Druchowie. Pamiętam, że wojna wybuchła w piątek. Nie wzięli mnie do wojska, bo miałem bardzo słabe oczy. Dziwię się, że to przeżyłem.”

„Nie należałem do struktur Armii Krajowej. Formalnie zostałem przez mojego szwagra zwerbowany dopiero w czasie powstania. Byłem dla niego najpewniejszą osobą, więc wprowadził mnie do konspiracji. Tak więc, choć nigdy nie miałem ducha żołnierskiego, dostałem się pod jego opiekę. Czułem się jak Kopciuszek wciągnięty w wydarzenia.

W pierwszych dniach powstania szwagier skierował mnie na Wolę, w określone miejsce. Miałem pytać się o człowieka, który ukrywał się pod innym nazwiskiem.(…)Pojechałem. Nie spotkałem go, ale ocalił mnie obrazek. (…) Niespodziewanie pojawili się Niemcy, postawili wszystkich pod ścianą i chcieli rozstrzelać. Jednak przedtem jeden z nich kazał mi pokazać legitymację. Otworzyłem. Nie wiedziałem, że mam obrazek Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Niemiec go zobaczył, spojrzał na mnie, odsunął od ściany i kazał odejść. Puścili mnie.”

„Oddział, do którego z wybuchem powstania wciągnął mnie szwagier, rozbity został w pierwszych dniach sierpnia i tułałem się po innych grupach.(…)

„Bardzo nie lubię mówić o powstaniu warszawskim. Nie wyglądam na żołnierza i nigdy nim nie byłem, chociaż próbowano przypisać mi wielkie wyczyny i zasługi. Można sobie dodawać rozmaite historie, niestworzone. Byłoby to nieuczciwe, gdybym coś takiego mówił o sobie. Byłem uczestnikiem powstania warszawskiego jak wielu innych mieszkańców Warszawy. Poznałem trochę smak walki, choć nie miałem broni i nie strzelałem. Byłem jednak związany z powstańcami i czułem się jak jeden z nich.”

„W czasie okupacji, a nawet wcześniej, myślałem już o wstąpieniu do seminarium duchownego, ale dopiero po upadku powstania dojrzałem do tej decyzji.”

„Moje powołanie zrodziło się w czasie wojny, było głęboką refleksją nad sensem życia i śmierci w obliczu zgonu wielu bliskich i znajomych…”

„Byłem stale zakochany bez wzajemności. Zawsze mi się podobały kobiety, ich urok. A one nawet mnie lubiły, były ze mną bardzo szczere. Myślałem, że może były we mnie zakochane, ale nie, zawsze w kimś innym. Byłem raczej ich powiernikiem, zwierzały mi się z uczuć do innych mężczyzn.’

Znajomość z JP II

„Byłem już w seminarium, gdy pewnego razu odwiedził mnie mój przyjaciel z „Kuźni Młodych”, Wojciech Żukrowski. W czasie wojny pracował razem z Karolem Wojtyłą w kamieniołomach. Teraz przyjechał już z księdzem Wojtyła do Warszawy i przyszli do mnie. Byłem wówczas świadkiem Mszy świętej, którą ksiądz Karol Wojtyła odprawiał w kaplicy.

Spotkałem też księdza Wojtyłę w 1959 roku, kiedy po powrocie Prymasa z wygnania odbył się zjazd pisarzy w Częstochowie. Jechaliśmy razem samochodem z Warszawy do Częstochowy. Później, w czasie zjazdu polonistów wykładających literaturę w seminariach duchownych, już wtedy ksiądz biskup Karol Wojtyła wyznaczył mnie na przewodniczącego zjazdu.”

„Pierwszą parafię wyznaczono mi w Żbikowie.(…) Przyjechałem do Żbikowa w charakterze wikariusza. (…) Mój cały majątek klerycki zmieścił się w jednej walizce z urwanym uchem i jednej torbie.”

Nauczyciel

„Kiedy byłem wikariuszem w Żbikowie, uczyłem w dwóch szkołach bardzo odległych od siebie. Miałem etat w szkole dla dzieci specjalnej troski przy ulicy Narutowicza w Pruszkowie oraz w wiejskiej szkole w Koszajcu, położonej pięć kilometrów od parafii.”

„Byłem katechetą w kilku szkołach.(…) oprócz tego uczyłem literatury polskiej w tzw. małym seminarium duchownym przy ulicy Kawęczyńskiej 49 na Pradze. To było przygotowanie do matury eksternistycznej. Wstydzę się tamtych lekcji. Miałem dużo pracy jako wikariusz. Często nie byłem do tych zajęć przygotowany.(…) Uczyłem także literatury polskiej w seminarium duchownym przy Krakowskim Przedmieściu. Pracowałem też z dziećmi niewidomymi w Laskach. Nigdy nie myślałem, ze będę nauczycielem. Tak samo nie myślałem, że będę księdzem.”

Prezentowane fragmenty pochodzą z „Autobiografii” ks. Jana Twardowskiego